Jak to ze sławną stępką było

Niezbyt piękna katastrofa

 

Jest kilka rzeczy, z którymi Szczecin kojarzy się zawsze i wszędzie. Wiadomo: paprykarz, pasztecik, Wały Chrobrego, Zamek, Filharmonia, krokusy. Po ostatnich rządach pewnej partii przybył jeszcze jeden element, choć sławy on stolicy Pomorza Zachodniego nie przysparza. A raczej jest powodem do drwin i uszczypliwości. A przecież szczecinianie w tym przypadku niczym nie zawinili! Cóż to takiego, co to za dziwo? Wszyscy się pewnie od razu domyślą, kiedy padną cztery słowa pewnej szczecińskiej polityk: „srał kot tę stępkę”. To o tej nieszczęsnej stępce będzie historia, do której na pewno nie pasują słowa filmowego Greka Zorby: „jaka piękna katastrofa”.

Nie wiadomo tylko czy śmiać się, czy płakać. Bo dzieje „osranej” stępki idealnie pasowałyby zarówno do filmu komediowego, jak i kryminalnego, a nawet horroru. W zasadzie pewnie przeszłaby także jakaś produkcja w stylu Bollywood z pieśniami i tańcami na stoczniowej pochylni, jakiś romansowy wyciskacz łez w stylu „Titanica” oraz dramat kostiumowy, jeżeli za kostiumy uznamy garnitury sporej grupy polskich polityków jednej z partii, którzy przy stępce i promie maczali palce. Mogłoby to też być dzieło z gatunku science fiction, choć raczej tylko fiction lub nawet fantasy. Na pewno losy budowy wielkiego promu i stępki przekształciły się w żenujący reality show. Ale zacznijmy od początku.

W świetle reflektorów

Czerwiec 2017 roku. W Szczecinie pojawiają się same tuzy i gwiazdy rządzącego PiS-u. Każdy chce się „załapać” na odrobinę sławy i wziąć udział w uroczystości, która ma przejść do historii Polski. Bo tak wręcz zapowiadano położenie stępki pod budowę promu dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Niby nic wielkiego, zwłaszcza dla ludzi z branży morskiej, ale zrobiono z tego wielkie „halo”. W uroczystości wziął udział m.in. ówczesny minister finansów Mateusz Morawiecki, szef MSWiA Joachim Brudziński oraz minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk, którzy nawet wbijali nity w pamiątkową tabliczkę. Bo to miał być nie byle jaki statek, ale prom na 400 pasażerów oraz ponad 150 aut ciężarowych i 50 osobowych. To miała być nasza duma, wyraźny sygnał do odbudowa upadłej przed laty stoczni, milionowe kontrakty, nadzieja na szybki rozwój gospodarki morskiej, a zwłaszcza na realizację programu budowy promów „Batory”. Ale reflektory zgasły, telewizja pojechała, a stępka przez kolejne cztery lata stała tam, gdzie ją ustawiono. Prace przy promie nie ruszyły. Jak twierdzili znawcy branży, było to jasne od samego początku, bo stępkę położono nie mając ani projektu promu, ani finansowania. Wielu zaczęło udawać, że jej w ogóle nie ma i nie było. Ale była. I wróciła.

W maju 2021 roku NIK opublikował swój raport, z którego wynikało, że dotychczasowe koszty realizacji programu budowy promów „Batory” wyniosły 14 mln zł. W tym 10 mln zł to nierozliczona zaliczka, a 4 mln zł to koszt obsługi prawnej i usług doradczych. Według NIK doszło m.in. do nierzetelnego wyboru wykonawcy, a stępkę położono bez projektu i planów finansowania promu. Głos w tej sprawie zabrał wtedy m.in. Joachim Brudziński. Na Twitterze zapowiedział, że nie będzie przepraszał i tłumaczył się „hołocie i popaprańcom”. Później twierdził, że chodziło mu o polityków Platformy Obywatelskiej, którzy jego zdaniem doprowadzili do upadku polski przemysł stoczniowy. Głos, w swoim stylu i również na Twitterze, na temat m.in. stępki zabrała także Małgorzata Jacyna-Witt – wtedy szefowa klubu PiS w Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego oraz rady nadzorczej spółki Stocznia Szczecińska. Przed laty zasłynęła stwierdzeniem, że wraz z Krzysztofem Zarembą (byłym już prezesem MSR Gryfia) są „politycznymi fachowcami w sprawach gospodarki morskiej”. Dopytywana o stępkę, która podobno miała być przewieziona do Gdańska, odpowiedziała: „A nawet jak, to co z tego? Jaki problem? Co Pana to obchodzi? Pana stępka?”. Jacyna-Witt wyjaśniła wtedy ciekawskim także, dlaczego nie powiodła się budowa promu: „PO zablokowało w stoczni produkcję statków do 2019 roku. Ile razy jeszcze mam to tłumaczyć? Zrobiliśmy w Polsce bardzo dużo. S*ał kot tę stępkę” – podsumowała ostatnim zdaniem losy stępki przechodząc tymi czterema słowami do historii gospodarki morskiej, a także kultury dysputy publicznej w Polsce w pierwszej połowie XXI wieku.

Niespełniony sen złomiarzy

W lutym 2022 roku stępka – 60-tonowa zapowiedź odrodzenia szczecińskiej stoczni i symbol sukcesu polityki gospodarczej PiS – powróciła. I to z hukiem. Jeden z polskich polityków Konfederacji – Jakub Kozieł – ujawnił, że cztery skupy złomu otrzymały ofertę kupna 60-tonowej stępki w cenie 2 zł za kilogram. Polska Żegluga Bałtycka nie potwierdziła tych informacji. Ale jeden ze szczecińskich portali informacyjnych dotarł do oferty, którą otrzymały skupy złomu.

„Zwracamy się do Państwa z oficjalną propozycją sprzedaży pierwszej sekcji promu B145-I/01, która została wykonana na podstawie umowy z Morską Stocznią Remontową Gryfia. W związku ze zmianą koncepcji realizacji rządowego programu „Batory”, w ramach którego wykonano ww. sekcję promu, nowe promy dla polskich armatorów będą budowane przez inne podmioty stoczniowe na bazie innego projektu. Z powyższego wynika brak możliwości wykorzystania przedmiotowej pierwszej sekcji promu przez naszą spółkę i stąd chęć jej sprzedaży” – informowała oferta..

– Od 6 lat jesteśmy karmieni propagandą odbudowy przemysłu stoczniowego w Szczecinie, a dzisiaj po wydaniu 14 mln na projekt Batory, cała ta wizja jest sprzedawana na złom za 120 tys. zł. Kiedy w pierwszej chwili usłyszałem, że stocznia chce sprzedać stępkę na złom, pomyślałem, że ktoś pomylił pierwszy lutego z pierwszym kwietnia. Brzmiało to tak absurdalnie i surrealistycznie, że nie chciało się w to wierzyć. Ale niestety to, co przekazał mi pracownik jednego ze skupów złomów w Szczecinie, okazało się prawdą – stwierdził polityk Konfederacji.

Żartom na temat stępki na złomie w Szczecinie nie było końca. Podobno wielu „złomiarzy” było rozczarowanych. Bo taka okazja zarobienia pieniędzy nie trafia się przecież często.

Miał być prom a będzie ponton?

W stycznia 2024 roku stępka była nienaruszona i stała tam, gdzie stała od początku, czyli w rejonie pochylni „Wulkan” Stoczni Szczecińskiej „Wulkan”. Potem nagle zniknęła. Na jej poszukiwania ruszyła jedna ze szczecińskich gazet. Okazało się, że stępka została przesunięta kilkaset metrów od pochylni i ustawiono ją przed jedną z hal. Kilka dni później jednak znowu zniknęła. Niektórzy zaczęli wtedy sobie podśpiewywać fragment jednego z polskich przebojów sprzed lat: „pojawiasz się i znikasz i znikasz, mam na Twym punkcie bzika, mam bzika…”. Stępkę po raz kolejny odnaleziono dopiero po zmianach personalnych w Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” i odwołaniu prezesa tej firmy. 60-tonowy „drobiazg” jest w jednej ze stoczniowych hal. I to nie koniec sensacyjnych wieści. Co się z nią dzieje, ujawnił nowy wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka (szczecinian zresztą i jeden z tropicieli nieprawidłowości w gospodarce morskiej za czasów PiS). Okazało się, że stępka ma być przebudowywana na… ponton roboczy, który będzie pomocny np. przy remontach statków. Podobno prace przy tej przeróbce już ruszyły. Czy będą kontynuowane, czy zablokowane? Decyzję podejmie nowy zarząd SS Wulkan. Ale udało się ustalić, ile cała historia ze stepką kosztowała. Dane finansowe upublicznił wiceminister Marchewka. Najpierw Polska Żegluga Bałtycka zapłaciła za nią 725 tys. zł. Potem zapłaciła Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” prawie 100 tys. zł za jej składowanie. Wiosną 2023 roku PŻB sprzedała ją stoczni. Za ponad 190 tys. zł – pół miliona mniej niż kosztowała sześć lat wcześniej! A do tego mogą jeszcze dojść koszty przerobienia stępki na ponton, o ile cała operacja będzie kontynuowana. Jak wysokie ? Według wiceministra to kolejne kilkaset tysięcy złotych.

Jeżeli ktoś liczy na to, że ta historia zakończy się w tym momencie, to jest w wielkim błędzie. Kilkanaście dni temu wspominana już Małgorzata Jacyna-Witt (była już polityk PiS) udzieliła głośnego wywiadu jednemu z portali internetowych. Wróciła w nim do sprawy stępki i informacji wiceministra Marchewki, jakie są jej koszty. Wyliczenia skomentowała krótko: „To nie ma żadnego znaczenia w przemyśle stoczniowym”. Ale kiedy dziennikarz dociekał, że „wychodzi na to, że wyrzucono w błoto 725 tys. zł” Jacyna-Witt skontrowała: „To jest jeden incydent, który się zdarzył i może się zdarzyć w działalności gospodarczej, bo to nie jest działalność publiczna, tylko gospodarcza. Jeżeli pan minister ciągle mówi o tej stępce, a nie mówi o tym, w jaki sposób te dwie stocznie w Szczecinie mają funkcjonować, to dla mnie są to cały czas igrzyska”.

Kończy się… ten materiał. Bo na pewno nie historia szczecińskiej stępki. I nie trzeba usług np. telewizyjnego wróżbity Macieja, aby być pewnym, że niedługo znowu o niej usłyszymy.

 

Prestiż  
Kwiecień 2024